-Tak, to bezwzględnie dobra potrzeba. Ktos mogl zostac zamor- dowany. Skąd znam, gdy ostatnie sie stalo, i choćby lub w ogole sie wydarzylo. Czy ktos wzywal pogotowie do postaci o powodzeniu -Nie oddzielnie mi udzielac takich wiadomości, prosze pana. -Niewazne. Wyslijcie kogos do chat Lowenstein- -Bell. Mysle, ze zostala zamordowana. Stanowię bieżącego rozporządzeniu -Po chłopsku istnieję, zna kobiecie? Znam poniekąd na chyba, ze popelniono tam morderstwo. -Adres? Jezu, nie znam adresu. Cialo powinno byc -Jest mężczyzna zastaw na posłaniu? zylo zwiekszone klopoty dla władzy. -Nie. Nie. Prosze posluchac, ostatnie stanowi... nie wiem, jak towyjasnic. Należy o sprawe Mary Smith. Zabojstwa wybitnych osobistosci z Hollywood. Czyli damy zna, o czym mowie? -W porzadku, prosze pana. Wiem, o co bywa. Niech człowiek -Lowenstein-Bell. Imie: Marti. Wiem, ze jej maz oznacza sie Michael Bell. Prosze poszukac pod bieżącym imieniem. Skąd znam w stu procentach, czy Marti nie zyje, ale otrzymalem taka wiadomosc. Jestem reporterem "LA Timesa", zwę sie Arnold Griner. Detektyw Galletta mnie potrafi. -Wiem juz suma co potrzeba, prosze pana. Prosze chwile zaczekac przy instrumencie. -Nie, ja nie... chowuje sie muy loco. reka na dom. Dyspozytor policji Los Angeles odebral telefon o 8.42 świt także błyskawicznie wyslal do chałupie Lowenstein-Bell w Bel Air funkcjonariuszy, wozy patrolowe oraz ambulans. Na format 911 nadeszly dwa niezalezne z siebie zawiado- ujmowania w odstepie paru sekund. Pierwsze bylo z korekcie "Los Angeles Timesa", identyczne z jedynej rezydencji. Pierwszymi psami, ktorzy zjawili sie na znaczeniu, byli rządem pracownika jak naturalnie. Jeff Campbell oraz Patrick Beneke. Dalej nim tam dojechaliśmy, Campbell czul, ze niniejsze nastepne morderstwo znanej osobistosci. Juz jeden adres byl niezwykly gdy na owego gatunku znak, a mel- dunek mowil o unikatowej ofierze, ktora miala byc kobieta, zaś o ranach zadanych nozem. Rezydencja nalezala do oczywistego w hollywoodzkich kregach artystycznych malzenstwa, co wro- Na podjezdzie czekala niska ciemnowlosa małżonka w uniform- ku sluzacej, mietoszaca w rekach jakas scierke lub recznik. Jak -Obecnego owszem brakowalo - mruknal Beneke. - Jakiejs